Ale to było wygodne

Uwielbiam stare, wygodne Mercedesy Klasy E, które zdają się trwać wiecznie, niezależnie od tego, co po drodze odpadnie lub przestanie działać. W charakterystycznym zielono-żółtym malowaniu te ponadczasowe klasyki stanowią około sześćdziesięciu procent floty taksówek turystycznych w Gambii.

Klasa E Mercedesy | Tanie w zakupie, niedrogie w utrzymaniu i wytrzymałe – czego chcieć więcej? Zwłaszcza biorąc pod uwagę drogi w Gambii.

Jest kilka odcinków asfaltowych, kilka całkiem niezłych żwirowych tras i mnóstwo wiejskich ‘dróg’, które niewątpliwie zostałyby uznane za zbyt ekstremalne dla olimpijskiej trasy jazdy po muldach.

Wygodna taksówka gambijska klasy E
Widziałem lepsze dni!

Drogi nie pomagają!

Pogoda oczywiście nie pomaga, ponieważ wiele z tych dróg jest co roku zmywanych lub mocno wyboistych podczas pora deszczowa. Jednak te stare Mercedesy radzą sobie całkiem dobrze i są generalnie dość wygodne.

Moja pierwsza podróż jedną z tych lokalnych taksówek obejmowała wszystkie możliwe rodzaje terenu. Szybko odkryłem, że nie ma sensu zastanawiać się, z jaką prędkością się jedzie. Czy kierowca sygnalizuje, ile paliwa tankuje, jak jest ciepło, czy cokolwiek innego związanego z pokrętłami i wskaźnikami, ponieważ żadne z nich nie działało. Nawet otwarcie okna było trudne, bez klamek, ale było wygodnie. Ogólnie rzecz biorąc, odkryłem, że jedyną rzeczą, która zawsze działała w każdej taksówce, było radio lub odtwarzacz kaset.

Zjeżdżając jedną z mocno wyboistych ‘dróg’, nagle coś stuknęło i zatrzymaliśmy się. Wyjrzałem przez tylną szybę i zobaczyłem, na środku toru, cały układ wydechowy. Wysiedliśmy i przez następne dwadzieścia minut siedzieliśmy, rozmawiając z kilkoma miejscowymi, których dom się zepsuł. Założyłem, że kierowca wezwał pomoc i że wycieczka dobiegła przedwczesnego końca.

Taksówka Gambia
Ojej!

Trzeba przyznać, że to starzy mercedesisci są świetni.

Ale nie. Po dwudziestu minutach spaliny ostygły na tyle, że można je było wrzucić do bagażnika samochodu i, pożegnawszy się z miejscową rodziną, ruszyliśmy w dalszą drogę. Trzeba oddać sprawiedliwość tym starym Mercedesom.

Udało nam się pokonać ogromny dystans około dwudziestu metrów, zanim nastąpił potężny wstrząs – przednie koło wpadło w ogromny krater i przebiło oponę. Wysiedliśmy z powrotem i dołączyliśmy do oszołomionej miejscowej rodziny na kolejną, dłuższą pogawędkę i drinka.

Ten drugi postój był znacznie dłuższy, ale ostatecznie ruszyliśmy w dalszą drogę i na szczęście nie było już żadnych incydentów. Mimo to było wygodnie.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry